Jestem otwarta, przyjmę co będzie
W Trzcianeckim Domu Kultury, poznaliśmy niedawno „Krótką historię człowieka”, przedstawioną według Elżbiety Wasyłyk. Na jubileuszowym wernisażu - wieńczącym 25 lat pracy znanej malarki - prócz rodziny i przyjaciół, licznie zjawili się mieszkańcy miasta oraz oficjele.
Wystawa miała bardzo osobisty charakter. Po przyjęciu życzeń i gratulacji od starosty Tadeusza Teterusa, władz miasta, dyrekcji, rodziny oraz przyjaciół, autorka opowiadała o swojej artystycznej wizji, przedstawiając kolejne, wiszące w galerii płótna. Co je łączy? Na pierwszy „rzut oka”, trzy elementy - oczy, ręce i spajająca je wysublimowana kolorystyka. Dominuje intensywny błękit, który szczególnie mocno podkreśla źrenice. Większość dzieł ma charakter religijny - przy czym, nie jest to apoteoza - raczej rozmowa z Bogiem. Kto uważnie patrzył i słuchał, miał okazję poznać artystkę bliżej. Ja postanowiłem dodatkowo zadać kilka bezpośrednich pytań.
P.K. Gdybyś miała wybrać swoje najważniejsze dokonania artystyczne, byłyby to?
A.W. Nie mam aż tak analitycznego i jednocześnie syntetycznego dystansu do swojej twórczości, aby odpowiedzieć na to pytanie w taki sposób, który ukaże jakąś wąską grupę moich utworów malarskich. Twórczość w moim przypadku jest drogą, przygodą, zadaniem. Poszczególne okresy i pojawiające się w nich cykle, pracują jeden na drugi. Ta praca dokonuje się w przestrzeni mojej osoby, która najpierw była jakby jednym wnętrzem, a teraz jest rozległym systemem, który rozrasta się i wciąż mnie zaskakuje. Czasem odnoszę wrażenie, że jestem w takim punkcie mojego życia, który umożliwia mi rozumienie siebie i władzę jaką mam nad tym co wybieram, co robię. Myślę, że to co powiedziałam, nie jest brakiem skromności. To naturalne, że człowiek rozwija się duchowo i intelektualnie. Wracając do szczegółu jakim jest moje malarstwo, powiem o przełomach: w obrazach, które ułożyły się w cykl Kształt obecności i w cykl Re-Kreacja. Misterium Osoby poczułam, że technicznie uzyskałam to, za czym tęskniłam i czego poszukiwałam od czasów studiów - problem rysowania w obrębie malarstwa nabrał kształtu rysunku malarskiego, a człowiek zaczął mi się objawiać jako ten, którego siła amabilna i inteligibilna, ukazuje jego podobieństwo do Boga. Realizacja polichromii w Kościele pw. Bożego Ciała w Szczecinie była dla mnie rodzajem wędrówki do ziemi obiecanej. Niezwykle rzadko zdarza się, aby artysta mógł opracować również warstwę ideową dzieła w takiej przestrzeni. Otrzymałam pakiet pełnego zaufania, który ułatwił mi wejście, nie tylko w żywioł piękna, ale w żywioł istnienia. Pomysły, które mam jeszcze w sobie i które realizują się w obecnym okresie, który nazywam: Ćwiczenia duchowe i W naszych ciemnościach, budzą we mnie jakieś kolejne pokłady aktywności. Ciekawe jest to, że problematyka „naszych ciemności”, pojawiła się dla mnie jakieś dwadzieścia lat temu, a dopiero teraz dojrzewam do tego, aby przedstawić ją pełniej. Zaskakującym jest dla mnie fakt, że mówiąc malarsko o kolorze, mam potrzebę mówienia o ciemności jako środowisku. Stworzenie Ewy, płótno o wymiarach 280x200, którego odsłona nastąpi we wrześniu, na wystawie w Czarnkowie, jest kolejnym przełomem i przyczyną mojej radości. Wśród tych ważnych są takie, które powstały bardzo szybko, nad którymi się nie napracowałam, które były mi dane, które mnie zaskoczyły. Wymienię w kolejności: Krzyżowej (2004), Daniel (2005), Kształt obecności (2005),Miłość cierpliwa jest (2005) oraz fragmenty z kaplicy w Szczecinie (2010): twarz Chrystusa, Wskrzeszenie Łazarza, oraz Święta Rodzina na tle Trójcy Świętej.
P.K. Masz uzdolnione artystycznie dzieci. Opowiedz także o ich osiągnięciach.
Urodziłam troje dzieci i tak się złożyło, że sama je wychowałam. Ostatnio odkryłam, że rodzina jest najmniejszą instytucją, która dysponuje największym kapitałem na ziemi - życiem. Kiedy począł się mój syn, spojrzałam w twarz nie tylko swojemu zaskoczeniu, ale również tajemnicy życia drugiego człowieka, który jest ciałem w moim ciele. Macierzyństwo, które się potem powiększyło we mnie o dwie córki, jest przyczyną nie tylko kształcącego mnie doświadczenia, ale również radości. W związku z tym, że muzyka jest jednym z kilku moich żywiołów artystycznych, wszystkie dzieci uczęszczały do szkoły muzycznej w Pile. Daniel Haile grał na skrzypcach, obecnie mieszka w Toskanii, jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie i Uniwersytetu Warszawskiego. Lubi podróżować i szybko uczy się języków obcych. W trakcie, gdy przebywał na stypendium w Egipcie, spotkaliśmy się tam rodzinnie. Odbyliśmy wspólnie podróż na Synaj, a potem był jeszcze bankiet u Ambasadora Polski i wizyta na Wydziale Grafiki Akademii Sztuki w Kairze. Aster Haile, została obdarowana interesującym mezzosopranem, obecnie przygotowuje się do recitalu dyplomowego na Akademii Muzycznej w Poznaniu w klasie śpiewu dr Tomasza Zagórskiego. Gdy uczęszczała do liceum salezjańskiego, była przewodniczącą Koła Misyjnego. Potrafiła organizować wydarzenia szkolne, w czasie których pozyskiwano pieniądze na kształcenie dzieci w Afryce. Maria Haile jest najmłodsza, w dzieciństwie grała na skrzypcach, podobnie jak Daniel dysponuje zdolnościami literackimi, ma na swoim koncie debiut. Interesuje się kinem i teatrem. Razem z Aster statystują w Teatrze Nowym w Poznaniu. Obecnie przygotowuje się do egzaminu na uczelnię o profilu plastycznym. Nie wykluczone, że odziedziczy moją pracownię.
P.K. Jakie jest Twoje największe artystyczne marzenie?
Największe marzenie? Do niektórych bardziej pasuje słowo pragnienie. Mam takie jedno od dzieciństwa i zauważam, że wszystko idzie w jego kierunku. Jestem zdumiona, bo moje marzenia spełniają się. Mam ich jeszcze wiele. Wiem, że marzenia niepoparte wytrwałą, rzetelną pracą są rodzajem miraży, które prowadzą donikąd. Towarzyszy mi nieustannie ewangeliczna sekwencja, że „Kto we łzach sieje, żąć będzie w radości”. Chciałabym (powiem tylko o marzeniach zawodowych, bo reszta jest zbyt intymna) dożyć indywidualnej wystawy moich prac na Biennale w Wenecji lub innym znaczącym europejskim przeglądzie artystycznym, zrealizować polichromie w niejednej przestrzeni, napisać książkę tak mądrą jak Mały Książe i przeżyć przygodę z teatrem. Jestem otwarta, przyjmę to co będzie.
Rozmawiał Piotr Keil
Dr hab. Elżbieta Wasyłyk – uczy i maluje, jest profesorem nadzwyczajnym i kierownikiem Katedry Przedmiotów Ogólnoplastycznych i Teoretycznych w Akademii Sztuki w Szczecinie. W 1990 roku ukończyła studia w PWSSP w Poznaniu. W 2007 uzyskała doktorat na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() |