Koncert gorących serc
Z inicjatywy Stowarzyszenia „Hospicjum Trzcianka", w Hali Widowiskowo-Sportowej w Trzciance, odbył się koncert charytatywny byłej wokalistki zespołu Varius Manx Moniki Kuszyńskiej. Na spotkanie z powracającą na scenę, na wózku inwalidzkim gwiazdą, przyszło blisko tysiąc osób. Dochód przeznaczono na pomoc dla najbardziej potrzebujących.

Monika Kuszyńska przed czterema laty uległa poważnemu wypadkowi. Była na szczycie sławy, kiedy wracający z koncertu członkowie zespołu, uderzyli terenowym samochodem w drzewo. Zdarzenie trwało kilka sekund. Monika pamięta poślizg, huk uderzenia i trzask skręcających się elementów karoserii. Potem był szpital, pięć trudnych operacji i długa rehabilitacja. Wypadek przeżyli wszyscy. Jednak największe konsekwencje poniosła wokalistka. Jest sparaliżowana od pasa w dół i do dziś porusza się na wózku inwalidzkim. Kariera i sława legły w gruzach. Artystka, która po wypadku zapowiedziała koniec kariery, powraca jednak na scenę. Jednym z etapów tej trudnej podróży stała się Trzcianka. Kuszyńska wystąpiła tutaj wraz z zespołem (Kuba Raczyński - saksofony, Robert Lewandowski - klawisze, Andrzej Zielak - kontrabas, Emil Waluchowski - perkusja) na zaproszenie liderki Stowarzyszenia „Hospicjum Trzcianka" Bogumiły Żyźniewskiej. Wpływy z biletów-cegiełek przeznaczono na zakup środków dla potrzebujących. Koncert odbył się dzięki hojności wielu sponsorów. Pierwszym z nich, okazał się obecny z małżonką na widowni, Starosta Czarnkowsko-Trzcianecki Wiesław Maszewski. Nie zawiedli też właściciele wielu prywatnych firm oraz mieszkańcy Trzcianki, którzy szczelnie wypełnili salę koncertową oraz nie szczędzili grosza na bilety i dodatkowe, dobrowolne wpłaty. Muzyczny spektakl, prócz wrażeń czysto muzycznych, poruszył serca wszystkich obecnych, uświadomił potrzebę niesienia pomocy, miłości i wiary. Przyniósł też refleksję nad tym, co ważne, trwałe i ponadczasowe. Po koncercie Monika Kuszyńska zgodziła się na udzielenie wywiadu i podzieliła się swoimi wrażeniami:
P.K. Dzisiaj na scenie zobaczyliśmy i usłyszeliśmy inną niż przed laty Monikę Kuszyńską. Czy rzeczywiście tyle się w Pani zmieniło przez ostatnie lata?
M.K. Tak, to prawda. Dziś postrzegam siebie inaczej niż kiedyś. I nie chodzi tutaj tylko o wypadek, który mieliśmy. Jestem inną osobą, bo upłynęło też od tego momentu wiele czasu. Czuję się dojrzalsza głównie poprzez kontakt z ludźmi, których spotykam. Zauważyłam też, że cierpienie ma drugą stronę medalu. Obok bólu pojawia się także miłość i szczere współczucie. To bardzo wzbogaca. Tak więc wychodząc na scenę czuję, że o zupełnie czymś innym chcę dziś śpiewać. Bardzo mocno identyfikuję się z tekstami, które interpretuję. A jak zapewne można było usłyszeć, są one inne niż kiedyś.
P.K. Dzisiejszy koncert był wyjątkowy. Zebraliśmy się bowiem po to, aby razem coś ważnego zrobić, komuś pomóc. Cel był oczywisty, a przesłanie Pani występu jednoznaczne.
M.K. Przez cały koncert czułam, że widownia jest blisko. Zawsze mam ogromną przyjemność z kontaktu z publicznością, a dziś ten przepływ energii był ogromny. Czułam, że przyszliśmy w określonym, wspólnym celu i przez to, widzowie przestali być dla mnie anonimowi. Przez cały koncert byliśmy razem, a to dla artysty niezwykle ważne i budujące. Kiedyś śpiewałam wyłącznie dla rozrywki i celem była rozrywka. Dziś jest inaczej.
P.K. Niedawno w Czarnkowie śpiewała Beata Bednarz i wiele o Pani mówiła. Między innymi i to, że to ona namówiła Panią do śpiewania i powrotu na scenę. Czy to prawda?
M.K. Tak, to prawda. „Nowa rodzę się", to piosenka, którą zaśpiewałam dzięki namowie Beatki. Nie wierzyłam jeszcze niedawno, że osoba na wózku może wyjść na scenę. Beata Bednarz, w sposób niezwykle subtelny, namówiła mnie do tego, by śpiewać i wystąpić dla publiczności. Ona uświadomiła mi, że w muzyce i sztuce, nie chodzi o to, by wyglądać pięknie i wzbudzać zachwyt. Ważne są emocje, przekaz, interpretacja oraz wyrażanie siebie. Beata nauczyła mnie patrzeć na to, co dookoła, na innych, i na to, co w życiu najważniejsze. Przyjaźń z nią i częste kontakty, pozwoliły mi uwierzyć w siebie, odkryć w sobie wiarę i prawdę o człowieku. Dziś głównie o tym właśnie chcę śpiewać.
P.K. Czy jest Pani zadowolona z koncertu, który właśnie się skończył i czy zobaczymy Panią jeszcze kiedyś w Trzciance?
M.K. Jeśli tylko zostanę kiedykolwiek tutaj zaproszona, to przyjadę. Nie byłam tutaj nigdy wcześniej, ale dzisiejsze spotkanie uświadomiło mi, jak wielu jest tutaj wrażliwych ludzi, którzy potrafią połączyć się we wspólnym celu. Wiem też, że w sąsiedniej Chodzieży odbywają się fantastyczne warsztaty jazzowe. Może więc uda się kiedyś połączyć te dwie rzeczy? Byłabym wtedy bardzo szczęśliwa.
P.K. Dziękuję za rozmowę, gratuluję koncertu i życzę Pani oraz mieszkańcom Trzcianki - a teraz już fanom Moniki Kuszyńskiej - kolejnych spotkań i równie pozytywnych wrażeń.
Piotr Keil
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() |
![]() |